Kukułko, a nie sądzisz, że propozycja Twojego kompromisu jest dobra, ale już dla małżeństwa?
Bardzo Ci, Zagubiona, współczuję, bo wiem, jak trudne są to kwestie do ustalania kompromisów i życzę Ci rozwiązania najlepszego dla Was obojga.
Mnie w Twoich wypowiedziach zastanowiły dwie kwestie:
1. "Ja proponuję mu różne rozwiązania, kompromisy (np. brak seksu przed slubem, brak pieszczot z orgazmem, no ale jednak anty) ale on się nie zgadza". I nie wiem... mam nadzieję, że nadinterpretuję, ale... czy nie jest trochę tak, że skoro Ty zgodziłaś się na to, że nie będzie seksu przed ślubem, to Narzeczony mógłby zaakceptować antykoncepcję po ślubie?
2. "Zgodziłam się nawet na stosowanie npr, choc nie wiem czy słusznie. On z jakiegoś powodu w nas zwatpił i odszedł, no ale teraz chce wrócic" - czy Twoje uprzedzenia do npr (choć przecież jeszcze nie próbowałaś) nie są związane z tym, że Ty już raz, choć przyszło Ci to z trudem, zrezygnowałaś ze swoich racji z miłości do Narzeczonego, a On i tak "zwątpił i odszedł"?
Przepraszam, jesli jestem wścibska! Nie chcę nikogo ani urazić ani oceniać! Nie znam się też na stosowaniu npr w praktyce. Sama nie umiałam rozwiązać problemów w moich dwóch związkach i obydwa się rozpadły. Ale... tak mi przykro, gdy dwoje kochających się ludzi rozchodzi się z powodu spraw, które wcale nie musiałyby - a w założeniu nawet nie powinny - dzielić! Może w waszym przypadku naprawdę dobre byłyby "Wieczory dla Zakochanych"?
Dołączenie: Śro Maj 02, 2007 3:48 am Posty: 213 Miejscowość: Brzeg
Triss... dokładnie masz racje, dzieki za dopowiedzenie.......własnie o to mi chodzi...
kukułko nie wiem co ma wspólnego z tym co napisałam moj podpis
zauwaz, ze to co w tym watku pisze, to nie moje osobiste odczucia i przekonania...... pisze po prostu jak to "wygląda" wobec "praw"czy "nakazów" albo "zakazów" KK.
moze niefortunnie tam uzyłam..."z mojego punktu widzenia".. majac na mysli...punkt widzenia Koscioła do którego należę.....
oraz, ze gdybym ja podjeła taka decyzje.. to wobec tego co napisałam powyzej, nie umiałabym tego inaczej nazwac, jak wyborem antykoncepcji po prostu....grzechem....
(i tu dopiero mozna odniesc sie do mojego podpisu...
Dona, cieszę się że się dogadałyśmy a Zagubiona i jej narzeczony zrobią to, co będą uwazać za słuszne.
Mozemy się tylo modlić, żeby podjęta przez nich decyzja pomogła, nie zaszkodziła ich związkowi.
bo moim (moim indywidualnym, nie podpartym nauką żadnej instutucji, co najwyżej psychologii jako nauki ) zdaniem najważniejsze są ich wzajemne relacje oraz komunikacja w związku. duzo rozmawiać. o wszystkim. a p tym co trudne i dzieli - przede wszystkim.
wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, Zagubiona!
jesli mieliby się wspomagać prezerwatywami w II fazie to trudno nie angażować w to faceta. :
Tak, ale jeślki mężczyzna np żada od zony łykania tabletek, to angazuje ja w to, mówiąc, zę albo tabsy, albo zero seksu. Wtedy angazuje ją, ale winę ponosi tylko on, ona nie.
tego nie wiedziałam. myśłałam, że grzechu nie ponosi tylko ten, który nawet kijem z kilometra nie tyka "narzędzia grzechu" :/
znowu poszerzyłaś moja perspektywę, dzięki Kukułko
człowiek uczy się całe zycie - a z takimi przyjaciólmi to nawet dość szybko
Dołączenie: Sob Lis 10, 2007 5:32 am Posty: 9 Miejscowość: kamień pomorski
Hmm...posłuchałam się Was i rozmawiałam z nim. Długo i na spokojnie. Ale on ciągle mówi ze nie może się zmienic, że tak mówi jego religia i boi się że jeśli złamie zakazy koscielne to nie dostanie zbawienia. Powiedział mi że według niego antykoncepcja jest zła ponieważ Bóg stworzył człowieka tak a nie inaczej i my nie możemy sztucznie zmieniać jego właściwości. Dodatkowo seks jest dla niego nierozerwalny z prokreacją a antykoncepcja to zamykanie się na dziecko.
No ja naprawdę nie wiem co mam robic! Ciągnie nas do siebie strasznie, dziś nie mogliśmy się od siebie oderwać (a przypomnę że nie ejsteśmy razem przez ten nasz problem). Naprawdę, nie wiem już jak mam o niego walczyć
Dołączenie: Sob Mar 24, 2007 5:51 pm Posty: 240 Miejscowość: Płock
wygląda na to że jest przekonany do swego zdania... więc albo z nim i z npr, albo bez jednego i drugiego... kto wie, może ty będziesz gotowa to zaakceptować - bo w sumie, co ci po antykoncepcji, jak nie jesteś z ukochanym...
Zagubiona,
w tej sytuacji macie przed sobą dwie drogi, jeśli chcecie być razem:
pierwsza - zgodzisz się na NPR, bo jest częścią przekonań narzeczonego
druga - zastosujesz antykoncepcję bez jego zgody (tabletki raczej, bo prezerwatywy nie tknie, jak sądzę), w ten sposób nie będzie to obciążać jego sumienia, natomiast będzie utrudniać wasze wzajemne relacje.
jeśli napewno chcecie być razem i myślicie o ślubie - to tyle
choć ja osobiście radziłabym Ci się bardzo poważnie zastanowić, czy chcesz spędzić życie z człowiekem, z którym dzieli Cię taka przepaść światopoglądowa.
jeśli tak to dobrze. miłość jest silniejsza od śmierci, miłość wszystko przetrzyma i pokona.
jesli to taka właśnie miłość - mogę tylko życzyć wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.
Dołączenie: Sob Lis 10, 2007 5:32 am Posty: 9 Miejscowość: kamień pomorski
Tzn. dla jasności: my nie myslimy jeszcze o ślubie wiadomo że kiedys byłoby fajnie, ale teraz jestesmy bardzo młodziutcy i na to za wczesnie. Po prostu nie możemy być razem, choc bardzo chcemy, bo różni nas ta kwestia. A wcale nie uważam że dzieli nas przepaść światopoglądowa - napewno będą jeszcze jakies problemy, ale to jak w kazdym związku.
Ja rozumiem, że on ma swoje przekonania. Ale czy ja nie mam swoich? Też mam! A wy mówicie, że skoro on nie może sie zmienic to ja musze. Dlaczego? Dlaczego ja mam ulegać w tak waznych dla mnie sprawach? zczególnie że npr wydaje mi sie maksymalnie głupie i własnie nie zgodne z naturą kobiety!
Wychodzi na to że katolicy powinni mięc tylko partnerow katolików bo reszta jest ich niegodna :/
Zagubiona, ja nie mówię, że Ty musisz się dostosować. radziłam kompromis jako jedyna moim zdaniem formę porozumienia w tym przypadku.
sama napisałaś, że on nie się na kompromis nie zgodzi. stąd prosty wniosek albo ty się godzisz na NPR, albo bierzesz tabletki (takim cudem, o jakim wspominałyśmy wcześniej, że to twój grzech, nie jego, bo się nie godzi, a jesli się boi grzechu to taka opcja wchodziłaby w grę), albo nie mozecie być razem.
w ramach wyjaśnienia - ja ci niczego nie narzucam.
moim osobistym zdaniem w grę wchodzi tylko kompromis, jak ludzie się nie potrafią dogadać w ważnych sprawach ( a to jest ważna sprawa, jak sama przyznajesz) może nie powinni być razem.
ja osobiście nie mogłabym być z facetem, który nie akceptuje moich przekonań.
ale to moje prywatne zdanie i nie czuj się przymuszana przeze mnie do zakończenia związku.
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości
Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum Nie możesz edytować swoich postów na tym forum Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum Nie możesz dodawać załączników na tym forum